Na kolejnej sesji rady miejskiej znalazła się uchwała dotycząca powołania młodzieżowej rady miasta. Byłoby to już czwarte podejście do tematu. Dlaczego i tym razem to się nie uda? Ponieważ ponownie będziemy popełniać te same błędy.
Pierwszy raz młodzieżową radę powołano w 2002 r. Po paru obradach przestała funkcjonować. Drugie podejście miało miejsce w 2008 r., skończyło się na trzech posiedzeniach. Ostatnia próba powołania miała miejsce na przełomie 2016 i 2017 r. Rada nie przetrwała pełnego roku. Tyle historii, w której też miałem swój udział, bo byłem młodzieżowym radnym w 2008 r., dlatego jestem w stanie z własnego doświadczenia napisać, dlaczego nie udało się wtedy i nie uda się teraz.
Brak oddolnej inicjatywy
Nie wiem, jak było w 2002 r., ale zarówno w 2008, jak i 2016 r. młodzieżowe rady powołane zostały niejako „odgórnie”. W naszym przypadku była to chęć zaistnienia politycznie przez opiekuna samorządu, który chciał do tego wykorzystać powołanie młodzieżowej rady. Młodzi radni swoje zrobili, media się zainteresowały, więc po inauguracyjnym posiedzeniu nie byli już potrzebni. W 2016 r. stowarzyszenie z Opola Europa Iuvenis w ramach realizowanego projektu przeprowadziło w naszej gminie warsztaty, których celem było powołanie młodzieżowej rady. Rada została powołana, stowarzyszenie odhaczyło realizację celu i tyle. Ani 2008, ani w 2016 r. inicjatywa nie wyszła od samej młodzieży. Teraz na pewno jest podobnie, bo statut z kilkoma modyfikacjami przypomina dokument z 2016 roku. Może nie powinniśmy nikogo na siłę uszczęśliwiać, a jeśli już chcemy, to wypadałoby wcześniej przekonać młodych mieszkańców naszej gminy, że warto się angażować samorządowo.
Brak realnego wpływu na decyzje
Cieszy, że w tym przedłożonym projekcie uchwały znalazł się zapis dotyczący wyboru przez młodzieżowych radnych jednej inwestycji rocznie o wartości do 100 000 złotych. Takiego motywatora brakował na pewno w poprzednich radach. W 2008 r. ponarzekaliśmy na kalendarz imprez, brak inwestycji skierowanych do naszej grupy wiekowej i w sumie tyle. Nikt za bardzo nie chciał nas słuchać, ani tym bardziej wdrażać naszych pomysłów czy pomóc w wypracowaniu konkretnych rozwiązań. Określony budżet byłby świetnym motywatorem oraz pokazywał by sprawczość młodzieżowych radnych.
Młodzi w za dużych i brzydkich butach
To co interesuje ludzi zaangażowanych w politykę, radnych, działaczy samorządowych, co może być dla niektórych niespodzianką, nie interesuje większości społeczeństwa, a już tym bardziej ludzi młodych. Nie wsadzajmy młodych obywateli w „garnitury” radnych. Nie kopiujmy 1:1 rozwiązań z „dorosłej” rady do tej młodzieżowej, bo to nigdy nie da dobrego rezultatu. Zbyt szczegółowy statut i wiele obostrzeń tylko odstraszy młodych. Rada powinna być organem doradczym burmistrza i działać raczej na zasadzie Rady Działalności Pożytku Publicznego niż rady miejskiej. Nie potrzebujemy też 21 radnych młodzieżowych. Mamy problem z ogólnym zaangażowaniem młodych osób w życie społeczne, dlatego postawmy na jakość, a nie liczbę radnych.
Czy jest jakieś rozwiązanie?
Nie chcę tylko narzekać i diagnozować problemów, ale postaram się przedstawić swój pomysł na to jak powinna wyglądać nauka samorządności od najmłodszych lat. Mój plan zakłada naukę teorii lokalnego samorządu, później aktywizacje w ramach samorządów uczniowskich, a następnie stworzenie podmiotowej młodzieżowej rady miejskiej.
Nauka samorządności
Zacznijmy przede wszystkim od nauki samorządu tam, gdzie powinno się od tego zacząć – czyli od szkół. Należałoby w ramach wiedzy o społeczeństwie zrealizować kilka dodatkowych punktów. Przede wszystkim zamiast dyskusji o samorządzie w takim ujęciu krajowym trzeba rozmawiać o tym lokalnym. Przedstawić radnych, pokazać okręgi wyborcze, przykłady ostatnich uchwał. Obowiązkowo należałoby wybrać się na sesję lub obrady którejś z komisji. Dobrym pomysłem byłby warsztaty z pisania uchwał lub typowa burza mózgów na temat tego, czego w naszej gminie brakuje lub wypadałoby zmienić. Wiem, że na papierze nie brzmi to jakoś szczególnie ciekawie, ale mamy dobrych pedagogów, którzy taki moduł nauki samorządu poprowadziliby w interesujący sposób.
Samorząd uczniowski, jako pierwszy krok
Pierwsze zetknięcie młodzieży z praktyczną stroną demokracji oraz biernym i czynnym prawem wyborczym nie powinno mieć miejsca przy okazji wyborów do młodzieżowej rady, ale już w trakcie wyborów do samorządu uczniowskiego. Coś co funkcjonuje dobrze na uniwersytetach i niektórych szkołach średnich powinno także działać w szkołach podstawowych. Na terenie naszej gminy należałoby ujednolicić przepisy dla wszystkich szkół. Tam, gdzie samorządu uczniowskiego nie, to należy go powołać. Niech w każdej szkole będzie taka sama liczba przedstawicieli w samorządzie uczniowskim. Niech wybory odbywają się w tym samym terminie oraz niech poprzedzi je uproszczona kampania wyborcza. Oczywiście samorząd uczniowski musi mieć wpływ na to co dzieje się w obrębie ich placówki oświatowej m.in. jeśli chodzi o decyzje odnośnie imprez i świąt obchodzonych na terenie szkoły oraz doradzanie przy projektach inwestycyjnych czy remontach. Im większe zaangażowanie w proces decyzyjny tym bardziej zaprocentuje to w późniejszym czasie. Wszystkie samorządy uczniowskie powinny zebrać się kilka razy i wspólnie popracować nad statutem młodzieżowej rady, tak by miały udział w wypracowaniu tego dokumentu.
Przewodniczący do rady
Uważam, że przewodniczący samorządu uczniowskiej, który zostanie wybrany największą liczbą głosów w danej szkole, będzie miał na tyle silny mandat by z automatu zostać przedstawicielem szkoły w młodzieżowej radzie miejskiej. Nie potrzebne są kolejne wybory, niepotrzebna jest większa liczba przedstawicieli z danych szkół. W zupełności wystarczy młodzieżowa rada miejska, w której zasiądą przewodniczący samorządów uczniowskich poszczególnych szkół. Pośród siebie na pierwszym posiedzeniu mogą wybrać przewodniczącego i wiceprzewodniczącego.
Młodzieżowa i podmiotowa
Jeśli „młodzieżowcy” zaczną działać na bazie wypracowanego przez samych siebie statutu, to już będzie bardzo duży krok ku ich podmiotowości. Rada powinna działać przy burmistrzu i stanowić jego organ doradczy i podoba mi się zapis z projektu uchwały odnośnie opiniowania projektów dotyczących młodzieży oraz raz w roku wspólnego posiedzenia z radnymi rady miejskiej. Nie zapominajmy także o budżecie takiej rady – powinna ona mieć realny wpływ na wydatkowanie w ciągu roku określonej kwoty. Może ona być wydawana na inwestycje, ale także tzw. projekty miękkie np. organizację imprez.
Ważne jest także wsparcie dla wchodzącej w świat samorządu młodzieży. Oczywiście w szkołach są opiekunowie samorządów uczniowskich, ale należałoby ze strony szkół powołać jednego głównego koordynatora. Ze strony urzędu również trzeba by wyznaczać odpowiedzialnego za ten temat pracownika, ale także, wzorem młodzieżowej rady powiatu, należy wybrać jednego radnego, który będzie łącznikiem pomiędzy oboma radami. Łącznika, a nie opiekuna.
Pośpiech nie jest dobrym doradcą
Dlatego mam nadzieję, że podczas kolejnej sesji projekt powołania młodzieżowej rady nie będzie głosowany. Wolałbym wdrożenia mojego lub innego planu, który zakłada naukę samorządności i krok po kroku poznawanie jego zagadnień, a przede wszystkim chciałbym by to po raz pierwszy inicjatywa powołania młodzieżowej rady miejskiej wyszła od samej młodzieży. Czas realizacji mojego planu określam na trzy lata. To optymalny czas by rozpocząć moduł samorządu lokalnego w szkołach, następnego roku przeprowadzić wybory do samorządu uczniowskiego i rozpocząć prace nad statutem. Ostatni rok to oczywiście powołanie samej młodzieżowej rady.





