Ryzykowana kampania Kordiana Kolbiarza, burmistrza Nysy, udała się. Liczne ulotki i bilbordy zachęcały by w niedzielę pozostać w domu. Mieszkańcy posłuchali i ostatecznie z powodu niskiej frekwencji wyniki nyskiego referendum są nieważne.
Krajowe Biuro Wyborcze Delegatura w Opolu po godzinie 4 dodało wyniki nyskiego referendum, które odbyło się 27 kwietnia. Mieszkańcy mieli zdecydować o losie burmistrza i rady miejskiej. Po zmianie przepisów próg ważności referendum został obniżony do 30% procent i w przypadku Nysy było to blisko 12 tysięcy wyborów.
Frekwencja we wczorajszym głosowaniu wyniosła 14,53%, a do urn poszło 6198 mieszkańców. To oznacza, że referendum jest nieważne, choć może stanowić swoistą żółtą kartkę dla władz Nysy, ponieważ za odwołaniem było 5847 głosujących (94.34% wszystkich głosów).
Główni motywacji inicjatorów referendum były ich zdaniem zaniedbania włodarza Nysy podczas powodzi oraz sposób, w jaki prowadzi on finanse gminy. Nie bez echa pozostały także kwestie nieprawidłowości w SIM Opolskie zarządzanym przez Bogdana Wyczółkowskiego, który dalej prezesuje Agencji Rozwoju Nysy.
– Jeśli władza w Nysie liczy, że na referendum się kończy i ma teraz wakacje, to się myli. Założymy stowarzyszenie. Będziemy patrzyć lokalnej władzy na ręce. Jeśli znajdziemy nieprawidłowości, to będziemy to nagłaśniać. Zrobimy wszystko, aby mieszkańcy naszej gminy mieli pełny wgląd w to, co się w niej dzieje. Będziemy pokazywać, jak funkcjonują przedstawiciele władz miasta oraz radni. Będziemy ich rozliczać z ich obietnic i decyzji. Na fali referendum chcemy umocnić lokalne społeczeństwo obywatelskie – mówił w rozmowie z O!polską Patryk Cichy, jeden z inicjatorów referendum.





