Niedawno na naszych łamach informowaliśmy o zatrzymaniu podpalacza odpowiedzialnego za gigantyczny pożar sterty w Mochowie, gdzie straty oszacowano na 100 tysięcy złotych. Ta dramatyczna noc miała również drugi, bardziej budujący wymiar. Z płomieni strażacy wynieśli zaledwie 4-tygodniowego liska. Jak poinformował burmistrz Głogówka, Piotr Bujak, po trudnej walce zwierzę wraca do zdrowia.
Pożar w Mochowie wymagał długotrwałej i niezwykle trudnej akcji gaśniczej, w którą zaangażowane były jednostki OSP z gminy Głogówek oraz PSP z Prudnika. Gdy strażacy zmagali się z ogromnym ogniem, by ratować mienie przed bezmyślnie podłożonym żywiołem, w płonącej stercie zauważono małe zwierzę.
Jak relacjonował tuż po zdarzeniu (20 kwietnia) burmistrz Głogówka, Piotr Bujak: „Z płonącej sterty ratownicy Ochotniczej Straży Pożarnej w Głogówku wydobyli małego, około 4-tygodniowego lisa. Spalone futro, wycieńczenie… ale żyje”. Włodarz podkreślał szybką reakcję i współpracę służb – gmina natychmiast zabezpieczyła zwierzaka i przekazała go pod opiekę weterynaryjną.
Niewidoczne rany i walka o życie
Choć lisek został wyrwany z ognia, jego stan był ciężki. Prawdziwym zagrożeniem okazało się to, czego początkowo nie było widać. Zwierzę doznało poważnych poparzeń dróg oddechowych, a także ran w okolicach oczu. Przez kilka dni ważyły się jego losy.
Dziś jednak za pośrednictwem mediów społecznościowych burmistrza napłynęły doskonałe wieści. Zacięta walka o życie małego drapieżnika przyniosła efekty.
„Po 2–3 dniach leczenia stan wyraźnie się poprawił. Dziś: oddycha sam, je i dochodzi do siebie. Rany przy oczach się goją – to jeszcze potrwa” – informuje Piotr Bujak.
Bezpieczna przystań w „Kątnej”
Obecnie lisek jest już w pełni bezpieczny. Został przekazany do Ośrodka Rehabilitacji Zwierząt „Kątna”, gdzie będzie mógł w spokoju dojść do pełni sił. Burmistrz Głogówka skierował szczególne podziękowania do osób zaangażowanych w ratunek: lekarzy weterynarii za fachową opiekę, urzędników Gminy Głogówek za szybką koordynację działań oraz – po raz kolejny – do strażaków z OSP i PSP, którzy wykazali się ogromnym sercem w trakcie niebezpiecznej akcji.
Historia pożaru w Mochowie, choć rozpoczęła się od aktu wandalizmu i spowodowała ogromne straty materialne, dzięki lokalnym bohaterom zyskała promyk nadziei. „To była walka o życie. Wygrana. Trzymajcie kciuki dalej” – podsumowuje Piotr Bujak.
(Link do naszego poprzedniego artykułu o zatrzymaniu podpalacza i stratach w Mochowie: Podpalacz w rękach policji. Straty sięgają 100 tysięcy złotych)





